W piórze wiecznym z całą pewnością jest coś lirycznego, przynajmniej z mojego - damskiego punktu widzenia. O ile jednak klasyczne pióro wieczne (w kształcie, który nadał mu Wirt, Holland czy Waterman), które zostało poddane tak szybkiej i spektakularnej ewolucji, ten liryzm z czasem stał się jednym z biegunów "piśmiennej prozy życia", o tyle w przypadku wczesnych piór maczanych, jest jego kwintesencją.
Jest coś nieuchwytnego w tej z pozoru prostej konstrukcji, opartej na rękojeści i metalowej (pozłacanej, złotej, srebrnej) części, w którą wsuwa się stalówkę. Konstrukcji, która w ewidentny sposób nawiązuje do przyrządu stosowanego przez stulecia - pióra gęsiego. Tym razem jednak to nie będzie notka "historyczna", a właśnie liryczna:) - wszak to blog i można sobie z czasu pozwolić na odrobinę transcendencji, czyż nie?
Ta subtelność linii, dźwięczność i zazwyczaj fantastyczny flex stalówki, ciepło rączki oraz chłód i ostrość metalu, są jak bieguny na karcie ludzkich emocji, których z pewnością były świadkami i towarzyszami. Od ekstatycznych uniesień umysłu, po jego najbardziej mroczne obszary.
Jeżeli miałby zostać wskazany najbardziej erotyczny, a przy tym najmniej dosłowny przedmiot codziennego użytku, z pewnością maczane pióro wieczne zajęłoby pierwsze miejsce w takim rankingu.